wtorek, 7 lutego 2012

Nowości c.d. (bo wszystko jest nowe)

Być może w niedalekiej przyszłości ukaże się tomik.
To po pierwsze.

Po drugie, już pewniej, w niedalekiej przyszłości razem z nowo powstającą formacją teatralną zaprezentujemy wam kilka nowych przedstawień, spektakli, performensów - jak kto woli - w tym także mój autorski. Tylko trzeba go jeszcze napisać.

Po trzecie, nie lubimy Zaiksa.

Polskość

Czyżbym znowu umierał?
Bezustnie rozdygotany
jakiś jestem.

Kiedy fruwają jaskrawo czarne
plamy przed jakby - nie moimi - oczami
mam ochotę wykrzyczeć ciszy marne
słów zwitki nie do wchłonięcia uszami.

Nic nie jest wtedy w takt, rytmicznie
wszystko brzmi bardziej patetycznie
siłowo i nieschludnie,
miarowo, obludnie.
Jak ukrzyżowany polskością dozorca,
Od stóp ociekający krwią
Od pasa utytłany mąką.
Żeby nie było za normalnie - odwrócony
Ośmieszony, żebyś mógł...
a nie ważne.
 

środa, 30 listopada 2011

Wariac-two



To walc in A flat major Johannes'a Bramhs'a.

                                  A to, słowna wariacja do tego dzieła. Bo nie ma co robić o 1:30.


Wariacja.



Już, przyszła pora.
ogień się tli a szron się skrzy

Tam, na podłodze
siedzimy: my i wkoło przeźroczyste łzy.

To tu, to tam,
za oknem hen
rozlega się ten dźwięk.

Tak, przyszedł czas
zatańczyć nam, pożegnalny walc na dwa

To stukot kół, to ciężki wół,
to parska koń, to boli skroń,
Nie tańczmy już – proszę, nie szczędźmy więcej...

Gdzieś, jedzie Pan zupełnie sam
a za nim szal

Przy szybie nos, odmienić los
chcę pomóc, ale nie wie jak.

I znów ten wół, trzęsie się stół,
Cały drżę. Nie boję się!
… i znowu nic, zasypiam tuląc swoje...

 

czwartek, 24 listopada 2011

Tak po prostu ptasia kupa.


Ptaki srają na mnie na okrągło.
Mówi się, że mam niebywałe szczęście.
Jednak szczęście utrwalone ptasią kupą
jest tak realne jak realne nie jest.

Czym jest szczęście jak nie tym co spada z nieba?
Dzieckiem wyrzuconym przez matkę z 2-go piętra?
Samolotem wpadającym w góry wieżowców?
Pociskiem z moździerza palącym dziury w umysłach?

Na pewno nie jest tym co spadać na mnie lubi.
Tylko głupi ma szczęście – mówią także,
Cóż – nie zaprzeczę. Życzę jednocześnie, wam
drodzy moi tak wielu ptasich kup na głowie,
że któraś was w końcu zaboli.


c.d.


Gaśnie światło i nastaje dzień,
Kiedy chcę zabrać się za coś ważnego
Przemija życie, czas chwyta cień
rozproszoną dłonią garnie winnego.

To nie jego wina, że chce odpocząć
od rutyny wstawania i znikania
za tą gorszą nocy zasłoną
On nie lubi stanu czekania.
Woli działać. Towarzysz niespania.

Otwieram oczy, by znów je zamknąć.
Wydłuża mi się coraz bardziej czekanie.
Przeplata się życie ze snem
jak sen się przeplata z dniem.
Czekam na przemian z nie i ze spaniem
Milczę tak te piękne chwile tracąc.

Gdzieś coś w głębi...


Unosić i podważać, kreślić słowami to
o czym inni mogą jedynie mieć pojęcie
Mieć nadzieję i dzielić się nią z resztą.
Chciałbym być poetą
takim nie od dzisiaj i nie na dziś.
Chciałbym być poetą wieczornym
do mocnej czarnej kawy.
Chciałbym być poetą do stłuczonej szklanki,
niedopalonego papierosa
i dymu, który przysłania płuca.
Unosić błahe do rangi ważnych,
Podważać tych, których nie da się podważyć.
Malować homeryckie pejzaże
nasączone elokwentnym gównem.
Mam nadzieję, że mnie nie dotkniesz,
ominiesz szerokim łukiem jak trędowatego,
że już nie zapalę i nie usnę więcej w krześle
przy tej czarnej kawie, która nie okazała się mocna.
Można inaczej, ale po co.
Chciałbym pozostać poetą.

sobota, 5 listopada 2011

Powrót do przeszłości.

Tak mi wstyd, tak mi źle, czyli do zakochania jeden krok.

Pod tym linkiem znajdziecie coś co mnie urzekło kilka godzin temu. Jestem pełen podziwu dla wersji, w jaki sposób została na nowo podana tym razem również do tych najmłodszych. Bo Ci o których mówię rzadko doceniają oryginalne wykonania starych przebojów.

A jest do czego sięgać.

poniedziałek, 17 października 2011

Wszystko mija.

Chodzi głównie o zawirowania, niewyjaśnione sytuacje, stany uniesienia, kryzysy.
Nie wiem czy to co teraz przeżywam można nazwać kryzysem i wypadałoby się nad tym głęboko zastanowić, żeby nie przedobrzyć w doborze słów i emocji.
Moja bezsilność na tym gruncie mnie przeraża. Kiedyś mówiłem: zostanę aktorem, nie ma bata. Na pewno tak będzie, nie widzę innego zawodu etc. A teraz?
Ludzie mają to do siebie, że szybko się zniechęcają do sprawy, kiedy nie są w niej zauważalni, nie idzie im (przez pewien czas), nie są w formie innymi słowy. Posługiwanie się liczbą mnogą daje mi komfort tego, że nie muszę się przyznawać do tego, że sam tak mam. Chociaż co poniektórzy domyślili się tego bez ostatniego zdania.

20-stka zbliża się wielkimi krokami jak Tomcio Paluch w tych "siedmiomilowych butach" i być może to przez to takie przemyślenia. Jeszcze wielu tutaj nie zawarłem m.in. dlatego, że nie są do opublicznienia.

Z nowości:

Spektakl "Wianki" z częściowo nową obsadą, 19.10.2011 r. czyli już w tą środę w Ratuszu Bielany! Wstęp oczywiście wolny. Zapraszam w imieniu zespołu. Rock'n'roll!

Od wtorku robię CAE. Na wiosnę certyfikat i życie stanie się prostsze! Zacznę zarabiać grube miliony! A g... prawda...

I to poniżej napisane podczas wykładów z T.G. ... sam byłem zaskoczony.



Unosić i podważać, kreślić słowami to
o czym inni mogą jedynie mieć pojęcie
Mieć nadzieję i dzielić się nią z resztą.
Chciałbym być poetą
takim nie od dzisiaj i nie na dziś.
Chciałbym być poetą wieczornym
do mocnej czarnej kawy.
Chciałbym być poetą do stłuczonej szklanki,
niedopalonego papierosa
i dymu, który przysłania płuca.
Unosić błahe do rangi ważnych,
Podważać tych, których nie da się podważyć.
Malować homeryckie pejzaże
nasączone elokwentnym gównem.
Mam nadzieję, że mnie nie dotkniesz,
ominiesz szerokim łukiem jak trędowatego,
że już nie zapalę i nie usnę więcej w krześle
przy tej czarnej kawie, która nie okazała się mocna.
Można inaczej, ale po co.
Chciałbym pozostać poetą.

Pozdrawiam z malowniczego nowego pokoju na równie malowniczym Bemowie. :)

piątek, 26 sierpnia 2011

Czas przerwać zmowę milczenia.

Z góry przepraszam za pustki. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tutaj byłem, ale widzę, że ktoś regularnie ten blog odwiedza. Cieszę się z jednej strony, z drugiej czuję się zakłopotany i jest mi głupio, że nie prowadzę go regularnie.

Przed tym postem (a było to kilka miesięcy temu) stanąłem przed pytaniem: kto to czyta i po cholerę to czyta?
Następne pytanie (logicznie): czy to ma jakiś sens, a jeżeli ma to jaki?

Infantylne pytania, prawda? Typowe. Typical. Olać je tak naprawdę.
Cieszę się, że czytelnicy ciągle trwają i teraz będę  bardziej systematyczny - niekoniecznie regularny. Nierówności przecież są naturalne.


środa, 8 czerwca 2011

Wyjazdy.

Szedł duch z brzaskiem między palcami,
kiedy przewracałem ostatnie jego kartki.
Kiedy patrzeć jeszcze mogłem, spojrzałem,
ale nie widziałem tego co było, tylko to co będzie.
Jaśniało powoli mi w głowie i w oczach,
mimo że nic nie widziałem...
Zawieszony gdzieś wśród kół dudniących
o potoki kamieni, uciekłem, bo było zbyt bezpiecznie.
Ale horyzont mnie gonił, mimo że biegłem
i dusił mnie pytaniem: kim jesteś...?
Kilka dźwięków jeszcze nim oczy mi umarły.
Hymn niedozwolonych wspomnień, obrazów,
gdzieś w głowie, co dzień, nowych się obija.
Szedł duch z brzaskiem już za szybą
i odbijali się od niej świetlną czkawką.

Nazwij mnie.

Nocą to ja śpię! - powiedziałbym kiedyś,
ale pewne rzeczy się zmieniają, jak pory roku.
Teraz nie sen a noc jest mi potrzebna.
Odpoczywam w ciszy księżyca i nasłuchuje...
Wczoraj bombowce przeleciały mi tuż nad głową,
zrzuciły balast i pogrążyły moje miasto w toni.
Jak dobrze, że są jeszcze kolory,
których nie da się wymazać.
Strzelanina trwała góra jedną, może trzy do wpół do.
Nie mogłem spać tak było pięknie.
Kula trafiła gdzieś bliżej niż ostatnio,
głupi ludzie się nie podstawiają, a przecież to zaszczyt
umrzeć w czasie burzy. Jeden na milion.
Oni wolą siedzieć w domu, przemarzyć ten czas,
czuwać nad swoim strachem, dbać o niego
jak o kufer z rzeczami po dziadku,
którego i tak nigdy nie otworzą.
Cudownie tak wzdychać spokojnie
Kiedy na górze się wszystko kotłuje...

środa, 25 maja 2011

Ptaki


Dowiedziałem się dzisiaj, że z lotu ptaków
można wywróżyć pomyślność lub biedę.
Moje ptaki latają nisko, zanurzają się w toń
bajki i łowią widziane przez wszystkich krasnale.
Ale... nagle podrywają lot i znów są ponad gwiazdami,
bez uprzedzeń do tego co się działo i co się stanie.
Pływające w teraz, nigdy by nie lądowały
na chłodnej, nieprzyjaznej ziemi,
bo przecież nie ona rodzi ptaki – tylko my.
Pierwsze dzieci bezpowrotnie gubione.
Pierwsi rodzice dzieci zapomnianych.
Wyrodni rodzice czasem pamiętają,
ale nic z tym nie robią, bo życie... bo ciężko...
Ale ty pamiętasz, prawda?

czwartek, 7 kwietnia 2011

Face. Palm.

Bo my lubimy kolorować, nadawać znaczenie, snuć bajki i legendy, lubimy dramatyzować, robić z siebie bohaterów, czasem przeciwnie, lubimy się nakręcać, stwarzać pozory, czepiać się, wierzyć w to co uznamy za prawdziwe, wierzyć w to co sami mówimy, lubimy mieć własne zdanie, mieć rację. Lubimy się śmiać, prowokować, doprowadzać do płaczu, do zgrzytania zębów, szewskiej pasji, lubimy wiedzieć, że lepsze światło łapiemy, że w porównaniu z kimś to ja..., lubimy robić z siebie debili, hipokryzję lubimy, lubimy się drzeć, szamotać z własnymi myślami, lubimy mieć wyrzuty sumienia i obracać kota ogonem, lubimy wiedzieć, że inni myślą tak jak ja, lubimy się obrażać, łapać za słówka, mięć zawsze rację. Lubimy świat, który stwarzamy, wszystkie zmyślone historie, lubimy mieć w kimś oparcie, lubimy wiedzieć, że robimy dobrze. Lubimy wierzyć, że mieliśmy rację, lubimy gdy nas chwalą, lubimy gdy mobilizują, gdy mówią coś dobrego, lubimy gdy z rzadka nie mija się to z prawdą, lubimy wygrywać i dawać łupnia, lubimy zgnoić, uderzyć, czasami się wyżyć, lubimy gdy płaczą, lubimy czuć się lepsi, lubimy mieć cel i słuszną sprawę, lubimy nasze ideały. Lubimy czuć się ważni.

Lubimy często rzeczy, których lubić nie powinniśmy, a tylko przez egoizm i dobre mniemanie o sobie mamy do nich taki a nie inny stosunek. Warto się czasem opamiętać, zatrzymać się, spojrzeć w okół siebie, ogarnąć kto jest kim, a kiedy uznasz, że nic się nie zmieniło - wrócić do tego co się lubiło. Nie musi tak to wyglądać, ale niestety. Pewnie patosem znowu zajeżdża, co? I gdzie tu ja?
Ano tu. Powiem więcej, zawsze tu byłem. Z małej chmury duży deszcz. A gdzie Ty?

wtorek, 29 marca 2011

Podsumowanie do tej pory.

Tak jak obiecałem po dzisiejszej gali odebrania nagród napiszę pokrótce co nastąpiło po sobie w przeciągu kilku tygodni. Same wyniki pracy naszej - zespołowej - tu zamieszczę, gdyż mówią same za siebie. :)

GRAND PRIX Festiwalu ASTERIADA 2011 - Teatr PARK MDK BIELANY

GRAND PRIX Grochowskich Spotkań Teatralnych NA ROGATKACH.
w tym dostał nasz zespół trzy indywidualne nagrody aktorskie:
Zuzia, Sławek i ja. :)

Jak na razie to tyle. Był jeszcze po drodze casting do reklamy mieszanki wedlowskiej i casting do filmu o powstaniu warszawskim, na który jeszcze idę 5 kwietnia.

W planach:
Czwartek - jeszcze raz dajemy występ na tak zwanym SOFie - kolejny festiwal.
9 kwietnia - jedziemy do Piaseczna na - jak to powiedział pan Staszek - bardzo ważny festiwal i tam musimy pokazać klasę :)

Jak widzicie dużo się u mnie dzieje. Gdzie czas dla siebie? Dla siebie miałem czas przed tym jak wyjechałem do Warszawy 18 lat w przybliżeniu. Chcę się nim dzielić z innymi.
A co ze studiami? Studiuję i mam się tam dobrze, dobrze mi idzie. Praca roczna w trakcie pisania i nawet myślę, że dam radę. :)

Dziękuję wszystkim życzliwym a szczególnie Tobie Weroniko, za Twoje "trzymane kciuki" i wysyłane myśli. Za to, że czuję i wiem, że jesteś. :*

niedziela, 27 marca 2011

Więcej, więcej...


Niebanalność srebrnym harpunem
wbijała się pewnego czasu w plecy.
Została i otworzyła okno na serce,
które mimo że z kamienia – kocha.
Wampiryczne kształty drapią po głowie ---
nie dają spokoju zmatowiałym oczom.
Bezsenność kradnie mi lata.
Mówią, że srebrne nici pajęczyn we włosach
dodają uroku, szczególnie na skroni...
Szczególnie, gdy młodzi...
Zerwał się równy takt jak zrywa się ptak,
do lotu w drobinach powietrza,
zerwał się i daje znać, że najwyższy czas
nie myśleć co gdacze reszta...

To przed chwilą naskrobane. Mam starsze, ale ciągle świeże. Przykleję to tutaj wkrótce razem z najświeższymi wieściami o występach teatralnych. Powiem tylko, że jest się z czego cieszyć. Są sukcesy. Jak na razie duże.
Obszerniejszą relację zamieszczę po wtorku - gala odebraniu nagród na jednym z dwóch festiwali, w którym wzięliśmy udział.

Dziękuję Weronice za to, że rozjaśnia mi noc i sprawia, że dzień staje się dłuższy. :)

poniedziałek, 7 marca 2011

Dawno zaniedbane, dawno zapomniane.

Wpadłem w rytm. W rytm miasta. Jakkolwiek prostacko i "warszawiacko" to brzmi taka jest prawda.Przykre jest to, że coraz mniej jest spontaniczności w moim dniu. Wszystko się układa pięknie! Naprawdę.
Głupio mi z myślą, że gdybym chciał zrobić coś spontanicznego np. jutro, musiałbym to zmieścić pomiędzy zajęciami na uczelni między tą i tą godziną, albo między przyjazdem do domu a warsztatem aktorskim. Tak czy siak stałby się też punktem dnia i to już chyba nie nazywałoby się spontaniczność, prawda?


Takie coś przyszło mi do głowy jakoś ostatnio, podzieliłem się tym z W. i stwierdziłem, że jednak się myliłem. Każde zamienione słowo, spotkanie, czuwanie intensywniej myślami jest nieobliczalne, miłe i zaskakujące często. Wyłamujesz mnie z ram, Skarbie.
Czuję się naprawdę szczęśliwy i jestem przekonany, że 99% tego stano zasługuję dla Kobiety, która pojawiła się w moim życiu 2 miesiące 18 dni i około 3 godziny temu.



Co do tego, że zmiana środowiska życia może odwrócić kolej rzeczy, zmienić - to pewnik. Jednak nie oznacza to, że zawsze na gorsze. Trzeba wiedzieć na czym się stoi i potrafić odpowiedzieć o dowolnej porze na pytanie "Dlaczego właściwie tu jesteś?". Tak mi się wydaje, że to kluczowe.

Z nowości: 9 marca pierwszy raz gram w Warszawie teatralnie. Naprawdę nie wiem czego mam się spodziewać. Wiem tylko, że dam z siebie wszystko co umiem.

i wiersz. Dla W. w podzięce za to, że jesteś pomimo tego, że jestem. Tęsknie, co sekundę dłużej, codziennie mocniej.

Noc nie mówi nic poza gwiazdami,
gwiazdami mówi cisza czernią obleczona,
a to co dzisiaj istnieje między nami
nie mówimy my patrzący, lecz spokojna - ona.


Nie mówi nic ponadto, prosi o domysły.
W rytm bicia serc zapala kolejno świece
Rzuca kamieniami, żeby bliżej błysły
Rzuca abyśmy podnieśli w górę ręce
I palcem sunęli po gwiazdach.


Te kamienie próbujemy łapać marzeniami
Związani lipcową trawą i słonecznikami,
Zimowym powietrzem i szronem na oknie,
Pogodą od której na sam widok się moknie
I czasem, kiedy wszystko zdaje się mało istotne.
Kiedy kwitną nie tylko kwiaty,
Kiedy bez celu sobie wzdychamy.


Podróżować mogę tak bez końca, bo wiem,
Że gdy dzień, patrzysz jak ja - w stronę Słońca,
Że gdy sen, dotykasz jak ja płaszcza nocy
I zapalasz po kolei światła, ile masz tylko mocy
Marzysz, by spędzić razem życie
aż do Naszej Nocy.

czwartek, 20 stycznia 2011

Dużo się dzieje.. :-)

Co u mnie? Nie po staremu. :)
Nowy Rok, nowe 365 dni do spełniania marzeń i co najpiękniejsze mogę zacząć spełniać marzenia nie tylko swoje :)
Sesja się zbliża, w zasadzie już trwa.
Występ się zbliża, pierwszy w Warszawie.
Wcześniej zagrałem krótką rolę w Annie Marii Wesołowskiej - pierwsze zarobione pieniądze w Warszawie.

W zasadzie to same plusy. Jeden jest bardzo duży :) No w sumie trochę niższy ode mnie i częściej niż ja używa zwrotu "w sumie" ... :) Ale i tak śmiało stwierdzam, że to ogromny plus i powód do radości.
Ponoć odzyskałem formę. Lepiej się trzymam. Tak to jest jak wiosna przychodzi szybciej w środku niż na zewnątrz.

Jedyne co jest dołujące to... dom, ten... tam. Kiedy nie masz jak się wyrwać zostają wspomnienia...

Wspomnienia.


Tam, gdzie tylko mogę sięgam pamięcią,
do źródeł, do kołyski, brodzę w nich
w tych spajanych nitką srebrzystą
jak włos, który stracił ważność,
wspomnieniach, chwilami z nie chęcią
przywołuję nieszczęścia i radości

Wspominać to tak, jakbyś w wielkiej misy
zanurzył rękę aż po łokieć i zamącił teraz,
pozbył się teraz, na chwilę.
To tak jakbyś po nurkowaniu ręką w tej misy
wyławiał po kolei swoje skarby, klejnoty...
Pluszowego misia, ulubiony kocyk,
niedobry kleik i pyszne lody,
kilka dni w szpitalu z powodu brzucha...
kolegów, z którymi darłeś koty,
te noce pod namiotem tak daleko od domu,
czujne ucho, które słyszało Twój głos z dołu
nawet kiedy była w kuchni.
Uśmiech Mamy ten od złota cenniejszy,
od wszystkich wspomnień cieplejszy.
I jej łzy, których nigdy nie słyszałeś,
I jej łzy przez które sam płakałeś...
Ten od złota cenniejszy uśmiech.
I jak się zgubiłeś – straciłeś ją z oczu...
Ale zaraz znowu między łzami się pojawia
w następnej chwili tuli, całuje, rozmawia
byle odciągnąć łzy na bok, przecież jest...

Trzymasz te skarby jak na dłoni i wiesz,
że to nie wróci...
Wiesz także, że teraz trochę poboli,
aż się woda uspokoi...
Trochę poboli, tak być musi...
I ten uśmiech od złota cenniejszy
przywołany leczy rozdarte serce...

sobota, 25 grudnia 2010

Wesołych Świąt!

Wszystkiego co sobie wymarzycie, co sobie wyobrazicie, nowych celów i osiągania już postawionych, sukcesów w każdej dziedzinie życia, życzliwości ludzkiej, bo o tą coraz trudniej dzisiaj, ciepłych rodzinnych Świąt spędzonych z dala od trosk.
Niech te magiczne dni wpłynął pozytywnie na wasze akumulatorki i dadzą więcej energii do działania!
Pamiętajcie: życie polega na spełnieniu marzeń, tym lepsze jest im więcej życzeń innych uda się wam spełnić :)

Tym optymistycznym akcentem przerwałem prawie miesięczną ciszę tutaj.

Pozdrawiam wszystkich i trzymajcie się ciepło!
 Myślę, że usłyszymy się ponownie dopiero po nowym roku.

poniedziałek, 29 listopada 2010

A weź wymyśl tytuł...


Zamknięta chwila między śniegowymi płatkami
Pejzaże wspomnień malowane zielonemi trawami
A teraz i na mnie przyszedł czas, więc usiadłem.
A chwila w płatkach odbija się trawą, padłem.

Powieki co chwilę wznoszą się i opadają we łzach
Skąpane, myśl dalej wybiega cieniem obleczona, a w snach
Raz po raz widoczne psychiczne załamanie
Temperowane morderczym „zrób to znowu dla niej”.

W ciszy skąpany jak wróbel w piasku milczę, by usłyszeć.
Słyszę, ale --- nie rozumiem, bo wiatr przerywa ciszę.
Sunie gładko po tafli szyby, żeby nagle głośno zaryczeć,
Żeby cisnąć chwilę prosto w ścianę -- -- -- płatki liczę…

Niebieskie płatki, bo w moim świecie nie wszystko jest białe…

środa, 24 listopada 2010

Dlaczego kłamiemy?

Ostatnio w Warszawie była taka debata właśnie o takim tytule : "Dlaczego kłamiemy?"

Zjawiło się na niej parę ważnych osobistości tzw. VIP, w tym Andrzej Wajda. Niestety nie dane mi było dotrzeć na miejsce, bo w tym samym czasie miałem wykład, którego nie mogę przegapić - nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że nie mogę... (kto wie ten wie) Był czwartek dodam, a konferencja zaczęła się o 18:00.

Kiedy zobaczyłem plakat, gdzieś na ulicy Królewskiej, najpierw go zignorowałem i poszedłem dalej tylko mierząc go wzrokiem z bezpiecznej odległości ciągle idąc. Ale coś mnie tchnęło, żeby się zawrócić i spokojnie obejrzeć, przeczytać go i się zastanowić właśnie nad tym: dlaczego kłamiemy.

Widzicie ja nie jestem wyjątkiem, też kłamie. Ośmielę się powiedzieć, że nie ma chyba osoby, która by nie skłamała z takiego czy innego powodu. Ale do rzeczy, jaka jest tego przyczyna?

Zastanawialiście się nad tym? Dlaczego lubimy koloryzować pewna wydarzenia. Ubarwiać je. To też w sumie podlega, moim zdaniem, pod kłamstwo. Kłamstwo inaczej to nieprawda. W sumie to głupota jakby na to trzeźwo i z dystansu spojrzeć.
Okłamuję mojego kumpla czy kumpelę w tym czy w tamtym, ale czy tylko jego? W tym momencie, gdyby wyszło na jaw, że kłamię to ta osoba poczułaby się okłamana, ale ja nie, bo przecież nic takiego nie zrobiłem.
Znajome? Tak się teraz zastanawiam: kto powinien tak naprawdę czuć się bardziej okłamany. Człowiek, który usłyszał jakieś kłamstwo nie znając faktycznego stanu rzeczy, czy człowiek który okłamał drugiego znając doskonale prawdę jaka zaistniała w tym momencie?

Trudno to stwierdzić. Łatwo natomiast wnioskować, że postacią tragiczną jest w tym momencie kłamca. Zna prawdę, a jednak kłamie. Dlaczego boimy się prawdy? Może dlatego, że kłamstwo jest jak poduszka, która przystosowuje się do ułożenia twojej głowy i pozwala odrobinę odetchnąć, zdrzemnąć się, zrelaksować... A prawda jest jak dobre, poczciwe drewniane krzesło. Wiesz, że jest mocne. Ale mając do wyboru nowe, wygodne i złudnie miękkie - nie zastanawiasz się długo.
Prawda niekoniecznie musi ładnie wyglądać, żeby być prawdziwa.
Kłamstwo z reguły ładnie wygląda.
Prawda jak ją otworzysz pachnie ładnie.
Z kłamstwa wylatuje niemiłosierny odór tchórzostwa - nie do pomylenia z niczym...
Prawda jest jawna a kłamstwo wyjdzie kiedyś na jaw.

Dlaczego więc kłamiemy?

Archiwum bloga