środa, 8 czerwca 2011

Wyjazdy.

Szedł duch z brzaskiem między palcami,
kiedy przewracałem ostatnie jego kartki.
Kiedy patrzeć jeszcze mogłem, spojrzałem,
ale nie widziałem tego co było, tylko to co będzie.
Jaśniało powoli mi w głowie i w oczach,
mimo że nic nie widziałem...
Zawieszony gdzieś wśród kół dudniących
o potoki kamieni, uciekłem, bo było zbyt bezpiecznie.
Ale horyzont mnie gonił, mimo że biegłem
i dusił mnie pytaniem: kim jesteś...?
Kilka dźwięków jeszcze nim oczy mi umarły.
Hymn niedozwolonych wspomnień, obrazów,
gdzieś w głowie, co dzień, nowych się obija.
Szedł duch z brzaskiem już za szybą
i odbijali się od niej świetlną czkawką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga