piątek, 5 listopada 2010

Bez tytułu, bo po co psuć chwilę?

Lubisz kiedy skąpe światło z daleka
delikatnie szepcze Ci do ucha,
że pora wstać.
Lubisz wychodzić rannym czasem na trawę,
spijać rosę litrami, bawić się z motylami.
Lubisz beztrosko patrzeć w morską toń
gdzieś za horyzont sięgać i marzyć
o szczęśliwym czasie
Lubisz w słoneczne dni spadających liści
chwytać barwy łapczywie, a potem pytać
wszystkich: co, gdzie, ile...
Lubisz zapach świeżej kawy,
widok wiosennego bukietu w wazonie,
dotyk lubisz, delikatny
jak skąpe światło z daleka.
Lubisz kiedy szepczę Ci do ucha,
że pora wstawać...
i te ciepłe powietrze, które rosę
na rzęsach zostawia lubisz.
I jak ją spijam, i jak wpatruję się
w Twoje oczy sięgając dalej
niż horyzont na morzu.
Głębiej niż najgłębsza myśl.
Lubisz jak przeszywa Cię czas,
ten szczęśliwy
Lubisz jak udaję słońce,
jak przypominam Ci morze.
Lubię trwać w Twoim świecie
taki niepozornie uniwersalny...

1 komentarz:

Archiwum bloga