środa, 22 września 2010

Pokora

Często, szczególnie my mężczyźni, chcemy pokazać za wszelką cenę, że "ja potrafię lepiej". U nas to wrodzone. Chęć rywalizacji w najdrobniejszych rzeczach typu - kto pierwszy zje tuzin pączków, albo jakże nam znajome "kto pierwszy do znaku i z powrotem!". Element rywalizacji jest wręcz niezbędny na pewnym etapie do prawidłowego rozwoju. Dobrze by było, dla płci niepięknej, żeby do tej rywalizacji dołożyć jeszcze nutkę adrenaliny, ryzyka. Wtedy sukces będzie smakował dwa razy bardziej.

W górach taka rywalizacja nie może mieć miejsca. W górach przebiega to zupełnie inaczej. Zwłaszcza, gdy wybieramy się w jakikolwiek masyw w letnich adidasach... Zwłaszcza gdy na wyższych partiach gór zalega śnieg.

Bardzo chciałem iść przed moim kolegą, narzucić tempo, pokazać, że potrafię chodzić po górach lepiej niż ktokolwiek, poczuć, że dominuję. Wiedziałem też, że mój kolega jest bardziej doświadczony ode mnie, ma profesjonalne górskie buty i w ogóle cały jego sprzęt był profesjonalny. Puściłem go jednak przodem. Nie myślcie sobie "ojej jaki ty jesteś łaskawy!", nie tak to miało wybrzmieć. Puściłem go przodem nie dlatego, że ja tak chciałem, ale dlatego, że oboje wiedzieliśmy, że tak będzie lepiej. Nikt z nas nawet nie dyskutował. Pozwoliłem mu się prowadzić i myślę, że dobrze zrobiłem. W pewnym momencie wręcz dziękowałem, że idzie przede mną. Mając takie a nie inne buty, mógł z łatwością "kopać" dla mnie półki w śniegu, żebym miał gdzie postawić nogę.

Wiedziałem, że czego jak czego, ale pokory mi brakuje najbardziej, dlatego zdziwiłem się, że przyszło mi to z taką łatwością. Przed samym podejściem pod ten ośnieżony szczyt zadałem mu jedno pytanie - Dam radę?
- Dasz radę. Wiecie mi to wystarczyło. Gdybym nie usłyszał takiej odpowiedzi jestem pewien, że nie wszedłbym na tą górę, jestem pewien, że moje kroki nie byłyby tak pewne. Tak, dasz radę! Potrafisz to zrobić! Jesteś na tyle mocny, że potrafisz przezwyciężyć swój lęk wysokości, strach przed tym co ciebie czeka i całą resztę. Masz wszystko co potrzeba, żeby zdobyć ten szczyt. Masz wszystko co potrzeba, żeby zdobywać inne.

W czasie mojej przygody w górach zdobyłem jeszcze kilka innych szczytów. Każdy był inny. Każdy nauczył mnie czego innego lub też przypomniał o czymś o czym zapomniałem.

Bóg chciał ze mną w tym czasie szczególnie porozmawiać. Tak prawdziwie jak jeszcze nigdy. Trafił prosto w moje serce, bo wiedział jakie ono jest. Wiedział co trzeba w nim zmienić. I wiedział też po co pojechałem tam do Niego. Dał mi to po co przyjachałem.

Dał mi pewność, że mam wszystko co potrzeba.

1 komentarz:

  1. Skąd wiesz, że akurat Bóg chciał Ci coś przekazać? Ja nigdy nie mogę odróżnić czy to moje głupie wymysły czy taka wola Boża. Podobno to się czuje. Ale u mnie wiecznie jest zbyt dużo wątpliwości. Wierzę, ale jakoś brak mi tej pewności w 'przekazach' Boga bezpośrednio do mnie.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga